Witam, witam. Minął... Ile? Rok? Minął prawie rok
od porzucenia przeze mnie tego bloga. Zrobiłam to bez słowa. Mea culpa.
Przepraszam. Po prostu najpierw wciąż wierzyłam, że jeszcze coś tu napiszę,
potem po prostu nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów. Później nie
wchodziłam na tego bloga.
Powody? Szkoła. Byłam w trzeciej gimnazjum, więc
nie dość, że miałam w ch... znaczy, bardzo dużo sprawdzianów, kartkówek i prac
domowych (cieszę się, że miałam czas na oddychanie), a do tego przygotowywałam
się do egzaminu i konkursu kuratoryjnego z polskiego (doszłam do finału, ale
zabrakło mi czterech punktów *wzdycha*).
Jedynym pocieszeniem jest to, że dostałam się do
liceum, do którego chciałam. Ale to nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że,
mimo wszystko, mam więcej czasu na pisanie, a do tego w tym roku nie grozi mi
stres, który eliminował moją wenę. I dlatego planuję zacząć pisać tę historię
od nowa. Naprawdę brakowało mi pisania o Katherine i Kapłanach.
Pierwszy rozdział jest już prawie skończony i
wstawię go jeszcze w tym tygodniu. Piszę wszystko od nowa z prostej przyczyny:
przez ostatni rok mój styl pisania znacznie się zmienił (przynajmniej w moich
oczach), a rozdziały, które napisałam w zeszłym roku są niedopracowane.
Zatem prosze oczekiwać na pierwszy rozdział!
Pozdrawiam,
Juliet
Hej! Jasne, że nie zapomniałam! Ha, też jestem teraz w pierwszej (tyle że) technikum :)
OdpowiedzUsuńMów mi więcej, sama porzuciła SP jeszcze w gimnazjum z powodu zbyt dużej ilości nauki. Niby wróciłam. Niby. Cóż z tego, że opublikowałam rozdział pierwszy, skoro drugiego nie widać, nie słychać i nie zapowiada się by pojawił się w najbliższym czasie. Mam nadzieję jednak że ty dasz radę, bez problemu. Z przyjemnością znów przeczytam coś świeżego :)
Pozdrawiam serdecznie i, mam nadzieję, to usłyszenia :)